Gra mobilna idealna na imprezę? Czułko!

Gra mobilna idealna na imprezę? Czułko!


Ostatnio powróciła moda na gry planszowe. Jako, że w dzieciństwie grałam w nie bardzo często ucieszyłam się z tytułów takich jak Dixit, czy Kolejka, które nie zanudzą starszego gracza, ba! dla młodszych mogą się okazać nieodpowiednie. Nie zawsze jednak mamy ochotę grać w wymagającą i absorbującą grę. Do tego dochodzi potrzeba przenoszenia pudełka z grą z miejsca do miejsca i tak oto na ostatnim wyjeździe zapomniałam ze sobą zabrać jakiegokolwiek umilacza czasu. 
Statki, kółko i krzyżyk i inne tego typu rozgrywki mogliśmy ze znajomymi odstawić w kąt, bo ku naszemu pocieszeniu znaleźliśmy grę mobilną Czułko!


Myślę, że każdy spotkał się z tą grą jednak pod inną nazwą - sama kojarzę nazwy karteczki lub kim jesteś. Zasady gry są proste: przykładamy do czoła kartkę/telefon i odgadujemy "czym/kim jesteśmy" lub po prostu, zgadujemy hasło, które mamy napisane na ekranie. Grając ze znajomymi przyjęliśmy zasady z gry mobilnej: jeden trzyma telefon, reszta stara się go naprowadzić na poprawne hasło. Śmiech, dziwne skojarzenia i jeszcze dziwniejsze odpowiedzi! Cały wieczór spędziliśmy z załączonym telefonem, a jednak przy wspólnej zabawie.

Zasady gry

Jak już wcześniej wspominałam, wybieramy kategorię, z której będziemy odpowiadać oraz formę rozgrywki - opowiadanie, pokazywanie, wyzwanie, bądź rysowanie. W zależności jaką formę wybierzemy w taki sposób będziemy rywalizować.

Opowiadanie - mamy 30 sekund na odgadnięcie hasła. W rundzie jest 10 haseł.
Pokazywanie - mamy 1,5 minuty na pokazanie odpowiedniego hasła, w rozgrywce jest 10 haseł.
Wyzwanie - tutaj zabawa wygląda trochę inaczej. W przeciągu 3 minut musimy odgadnąć jak najwięcej haseł.
Rysowanie - karta i długopis do ręki! 1 minuta i 15 sekund na narysowanie hasła. Czeka na nas 10 zagadek.

Zasady rozgrywki możemy na bieżąco zmieniać. Dzielić się na grupy, grać każdy osobno, czy wyzywać kogoś na pojedynek. To sprawia, że w Czułko możemy grać przez wiele godzin nie nudząc się!

Sterowanie

Interfejs gry jest bardzo intuicyjny w obsłudze. Ładna grafika i czytelne hasła pozwalają bez problemu rozczytać co mamy do opowiedzenia/przedstawienia. Przykładając telefon do czoła wystarczy kiwnąć nim w tył lub przód, aby zaliczyć hasło. Tapnięcie w ekran to "pass" i automatycznie przejdziemy do kolejnego zagadnienia. Po upływie wyznaczonego czasu gra albo automatycznie "pasuje" nam zagadnienie, albo kończymy rozgrywkę - w zależności od obranej rywalizacji.



Dodatkowe kategorie

Do wyboru mamy 10 kategorii tematów (m.in. zwierzęta, filmy, polska) z których możemy odpowiadać. Po kilku rozgrywkach mogą się one powtarzać, jednak developerzy przygotowali dla nas dodatkowe "karty". Za 4 zł możemy odblokować dodatkową "talię kart", dla bardziej wciągniętych przygotowany został pakiet VIP odblokowujący wszystkie płatne talie, a dla sprawdzenia danej kategorii możemy obejrzeć reklamę, aby odblokować płatną talię na jedną rozgrywkę.Najczęściej jestem przeciwna mikropłatnościom, tak o mały włos nie kupiliśmy ze znajomymi wspólnie za 30 zł dostępu do całej gry, tak dobrze się bawiliśmy!

Patrząc na komentarze pod grą wiele osób jest oburzonych, że w dodatkowe kategorie nie można grać za darmo, a cena 30 zł jest przesadzona. Jeśli mam być szczera, to patrząc ile frajdy mieliśmy grając w tę grę, oraz że istnieje także wersja pudełkowa kosztująca 40 zł (detalicznie 63 zł), gdzie kart jest o wiele mniej, to sądzę że studio wcale nie przesadziło z kwotą. Musimy się odzwyczaić od tego, że wszystkie gry na telefon są za darmo - zawsze znajdziemy w nich jakieś reklamy, a samo stworzenie na pewno było dla studia kosztowne, więc naturalnym jest, że koszty produkcji muszą się zwrócić.



Najlepsza rozgrywka

Wybierając 'talię' zanuć/świąteczne nucenie zdecydowanie ze znajomymi mieliśmy największy ubaw! W 45 sekund trzeba zanucić konkretną piosenkę, a zawodnik musi zgadnąć o jaki utwór chodzi. Ilość śmiechu przy tej rozgrywce była tak duża, że mimo powtarzających się haseł nadal dobrze się bawiliśmy.

Gra czułko jest dla każdego! Jej zasady są banalnie proste, a sterowanie super intuicyjne. Na wyjazdach w większej grupie warto spędzać razem czas przy tego typu rozrywkach, a na branie ze sobą pudełek z grami nie zawsze mamy miejsce. W mobilnych marketach znajdziemy ogrom gier odpowiednich do grania w drużynach, jednak to właśnie czułko wciągnęło nas w swoją rozgrywkę.

A Wy w jaki gry towarzyskie gracie? Napiszcie w komentarzach!
Technologiczny rok 2017 - podsumowanie

Technologiczny rok 2017 - podsumowanie



Powracamy do Was w nowym roku ze wzmożoną energią! 

Dziś podsumujemy rok 2017, który obfitował w ciekawostki technologiczne! Co więc stało się 
w technologicznym świecie zeszłego roku?

Szaleństwo Bitcoina

To był niesamowity rok dla tej kryptowaluty, która mimo wszystko cały czas wzbudza duże kontrowersje. W przeciągu ostatnich 12 miesięcy Bitcoin ze styczniowej wartości 3980 zł kończył rok z kwotą 48472 zł!, gdzie to i tak nie była jego najwyższa cena. W 2017 roku 
ta kryptowaluta kosztowała w pewnym momencie ponad 20 tysięcy dolarów...

Mocne wachania wartości Bitcoina wzbudziły podejrzenia niektórych banków, które w swoich oficjalnych oświadczeniach zapowiedziały nałożenie ograniczeń na klientów, którzy obracają kryptowalutami.
Popularność internetowego pieniądza stale rośnie, mimo to cały czas jego wartość się waha.



iPhone X jako pierwszy bezramkowiec firmy Apple

Na wrześniowych targach technologicznych w Cupertino nasze oczy zwrócone były ku prezentowanym telefonom marki Apple. Jubileuszowa wersja iPhona doczekała się w końcu egzemplarza o całkowicie odświeżonym wyglądzie. iPhone X przygotowany specjalnie na rocznicę premiery pierwszego smartfona tej firmy pełną parą wszedł na rynek z nowymi funkcjonalnościami.
Niektórzy oceniają ten model jako najbrzydszego iPhona w historii, jednak patrząc na konkurencyjne modele jak Samsung s8, czy LG G6, Apple musiało w końcu zmienić wygląd swoich flagowców, które zdążyły się już opatrzyć (i zestarzeć).



Koniec opłat za usługi roamingowe w Europie

W ubiegłym roku ta informacja bardzo mocno nas zaskoczyła. Ujednolicenie opłat korzystania 
z usług roamingowych było dla podróżników świetną wiadomością! Korzystanie z internetu poza terenem naszego kraju automatycznie wzrosło. Sama nie "bałam się" już korzystania z internetu 
za granicą, gdzie wcześniej za pakiet 100mb w Playu płaciłam 30 zł. Możliwość sprawdzenia maila, użycia GPSa, czy bezproblemowe korzystanie z Messengera... chyba wszystkim to odpowiada?
Oczywiście wraz z obniżeniem kosztów wprowadzono zasady Polityki Uczciwego Korzystania 
z usług przebywając za granicą. Dzięki tym zmianom nie musimy już kupować kart sim w podróży, co jest znacznym udogodnieniem.



Revolut jako ratunek dla podróżników płacących kartą

W połowie roku 2017 zrobiło się głośno o usłudze Revoluta (sam Revolut powstał już w 2015). Dzięki tej karcie możemy płacić w dowolnym kraju z bardzo korzystnym przelicznikiem waluty. 

Nie zapomnę mojej podróży do Wiednia, gdzie po powrocie do Polski ING zaczęło pobierać prowizję od każdej kwoty zapłaconej kartą... Zabolało. Revolut nam tego oszczędza, a dodatkowo zamiast podpinać go do naszego konta, to wpłacamy na niego konkretną ilość pieniędzy, co wiąże się także 
z tym, że na pewno nie wydamy więcej, niż planowaliśmy ;)



Reinkarnacja Noki 3310

Nowa obudowa i kolorowy ekran. Wiele osób sądziło, że mimo wszystko odświeżenie tego modelu nie będzie aż w takim stopniu obejmować obudowy, do której wielu ma sentyment. Na pierwszy rzut oka kultowa już Nokia 3310 tylko w nieznacznej części przypomina jej nową wersję. Ekran 
o przekątnej 2.4", kolorowy wyświetlacz i długi czas działania na baterii. Model ten nie podbił serc użytkowników, jednak przed premierą wzbudził niemałe zainteresowanie.



Red Lipstic Monster z milionem subskrypcji

Co prawda nie jest to news roku, jednak warto zaznaczyć, że na naszym rodzimym YouTubie 
w końcu pierwsza kobieta osiągnęła milion subskrybentów swojego kanału. Ewa prowadzi programy o tematyce beauty z bardzo dobrze obrobionym materiałem, który zaskakuje jakością. Trzeba przyznać, że każdy odcinek, który wychodzi spod jej ręki jest bardzo dopracowany i mimo, iż jej kanał trafia do (wydawało by się) wąskiego grona zainteresowanego kosmetykami i makijażami, 
to jednak dzięki charyzmie widz zostaje z nią na dłużej.



Jak widzicie, 2017 nie zaskoczył nas niczym spektakularnym. Jednak musimy jeszcze poczekać na te latające samochody i podróże w czasie ;) A teraz poważnie!
Jakie wydarzenia technologiczne z 2017 Wy zapamiętaliście? Dajcie znać w komentarzach!
TownShip - gra, która kradnie czas

TownShip - gra, która kradnie czas


Township

Ostatnio zainteresował mnie temat gier rekreacyjnych, których reklamy bombardowały mnie w prawie każdej aplikacji. Zaczęłam zastanawiać się co mają w sobie te tytuły, w których przez wiele dni rozbudowujemy swoje miasta, zbieramy plony, zwiększamy populację, aby w końcu oderwać się od telefonu i rzucić to w kąt. Jak to jest, że takie gry potrafią uwiązać nas przy telefonie na wiele godzin, a ich mikropłatności są przyjmowane przez niektórych jako wybawienie?

Kultura takich gier odbiega znacznie od "klikaczy", które po kilku rozgrywkach odinstalowujemy. Angażujemy się w budowanie czegoś od podstaw, a im więcej czasu nad tym spędzimy, tym ciężej nam porzucić taką grę. Bazowanie na zaangażowaniu gracza pomaga developerom mieć stałe zyski, ale i pozyskiwać nowych grających. Co więc stoi pomiędzy grą, a graczem? Dobrze zbudowany marketing oczywiście.

Township”, bo właśnie na tej grze się skupimy, na ten moment ma ponad 50 milionów pobrań, a swoją ocenę trzyma na stałym poziomie 4,6 gwiazdek. Jak widać twardy marketing przyniósł tytułowi dużą rozpoznawalność, jednak czy sama rozgrywka gry jest nas w stanie zainteresować?



Czym jest Township, na czym polega

Gra bazuje na symulatorze tworzenia miasta od podstaw. Budowanie nowych domków zwiększa populację, a zaspakajanie potrzeb mieszkańców, poprzez produkcję i sprzedaż towarów gwarantuje nam ciągły przyrost pieniądza. Naszym ograniczeniem jest spichlerz, który mieści tylko określoną liczbę przedmiotów przez co nie możemy robić ciągłych zapasów, więc produkowanie nowych dóbr musi odbywać się na bieżąco. Integracja z wirtualnymi znajomymi pozwala na szybsze zdobywanie kolejnych poziomów, a śledzenie rozgrywki na bieżąco na osiągnięcie lepszych rezultatów. Nie jest to gra, którą wystarczy „sprawdzić” raz na dobę. Rozgrywka wymaga od nas stałego zaangażowania i ciągłego kontrolowania postępów. Mimo tego Township jest grą bardzo prostą, ale i wciągającą.




Początki są zawsze najlepsze

Prawie każdy zaczynając tego typu grę daje się wciągnąć w jej sidła. Osiąganie coraz to wyższych poziomów przychodzi na początku bardzo łatwo. Schemat prowadzi do tego, że gameplay zaczyna poważnie spowalniać w momencie, gdy wirtualna waluta się kończy, a posiadając wysoki poziom ciężko nam się rozstać z grą. Tego typu praktyki są bardzo popularne i wciąż wykorzystywane, bo gracze dają się na nie nabrać. Dlaczego więc programiści mieliby z nich zrezygnować, skoro na tym zyskują?
Przez pierwsze 10 minut gry Township otrzymałam mnóstwo gratisów, spore ilości wirtualnej waluty oraz cała moja "wioska" zapełniona była budującymi się domkami i fabrykami. Już przy 7 poziomie zaczęłam się denerwować, że nie mogę dowolnie budować miasta, że zaczynam mieć mało miejsca na budowę, a rozszerzenie mojego terytorium będzie kosztować mnie sporo… czasu. Świetnie zaprojektowana mapa gry sama prowadziła mnie pomiędzy budowaniem fabryk, zbieraniem plonów, a wymianą itemów pomiędzy znajomymi z gry.

Po tygodniu codziennej rozgrywki doszłam do poziomu 17, który odblokował wiele nowych budynków i powiększył pulę nowych przedmiotów, które można było wyprodukować. Zdążyłam wydać już trochę wirtualnej waluty, którą zdobyłam na początku, jednak gra nadal była grywalna i pozwala się obejść bez wydawania realnych pieniędzy, do czasu...




Wirtualna waluta

Czas to pieniądz. Nie raz spotkaliśmy się już z tym powiedzeniem, które biznesmeni powtarzają na każdym kroku. Gry rekreacyjne mają to do siebie, że aby coś zbudować czy wyprodukować potrzebują czasu. Minuta, pięć minut, godzina. Siedzimy i patrzymy się w ekrany z wyczekiwaniem jak najszybszego ukończenia danej akcji, aby można było zacząć kolejną budowę/produkcję/poczekankę. Jednak sama gra nam przypomina, że czas oczekiwania zawsze możemy skrócić! Wystarczy zapłacić wirtualną monetą i bam! gotowe! Rzecz w tym, że te wirtualne monety bardzo szybko się kończą i trzeba je zastąpić tymi prawdziwymi.

Czy kiedykolwiek ta przygoda się zakończy?

Moje pierwsze starcie z Township zakończyło się całkowitym wyładowaniem telefonu oraz pełnym zdenerwowaniem po tym, jak przyblokowałam sobie rozgrywkę moją pazernością (mój spichlerz całkowicie się zapełnił, a nie chciałam oddawać moich plonów :P). W tamtym momencie wyszło moje zaangażowanie w rozgrywkę, którą sama "budowałam". Wciągnęła mnie prosta gierka zbudowana na najprostszym mechanizmie manipulacji graczem z ładną grafiką. Osiągając coraz to wyższy poziom gracz staje się bardziej zaangażowany w zabawę i coraz ciężej będzie mu porzucić rozgrywkę, której poświęcił sporą ilość czasu.

Zaangażowanie, które kiedyś musi się znudzić

W grze nie znajdziemy nic odkrywczego, co już się gdzieś nie pojawiło. W tym wypadku do czynienia mamy z miastem, które cały czas rozbudowujemy. Zaspakajamy potrzeby naszych mieszkańców, bawimy się w „dobrego” stwórcę miasta. Celem gry jest ciągły rozwój i udoskonalanie produkcji, dlatego też jest to gra przeznaczona dla wszystkich, jednak w pewnym momencie po prostu się znudzi. Tytuły typu Township cechują się dużą popularnością na marketach, jednak po jakimś czasie przykrywane są nowymi odsłonami zbudowanymi na dokładnie tym samym mechanizmie.

Township wciąga, jednak nie wyróżnia się na tle konkurencji niczym innowacyjnym. Mimo to gra jest bardzo przyjemna dla oka, a jej siła marketingowa pozwoli tytułowi brylować na pierwszych miejscach gier w gPlayu.


Piknik Słowo - TOP listy według marketu Google Play

Piknik Słowo - TOP listy według marketu Google Play




Piknik Słowo


Rynek gier mobilnych nie słabnie na zainteresowaniu. W jego gąszczu jesteśmy w stanie wyłonić wiele tytułów, które mają na celu zaintrygować nas szybką rozgrywką lub tych, które wciągają nas bez reszty wyładowując naszą baterię smartfona 3x szybciej, niż przy normalnym użytkowaniu. Top popularnych marketowych gier jest bardzo płynny, jednak od kilku tygodni gra „Piknik Słowo - Twój piknik z wyrazami ” utrzymuje się na samym szczycie listy. Jesteście ciekawi co takiego ma w sobie ten tytuł?


Gdy po raz pierwszy zetknęłam się z tym tytułem nie potrafiłam zrozumieć jego popularności. Nie ma co się oszukiwać, nie jest to gra na najwyższym poziomie, która wymaga od nas wybitnej zręczności, czy wciąga nas swoją skomplikowaną fabułą, której moglibyśmy poświęcić wiele godzin. Zaskoczył mnie więc widok studentów, którzy na każdym wykładzie potrafili układać wyrazy z rozsypanych literek i do tego wydawali się bardzo pochłonięci tym co robią. Postanowiłam sprawdzić z czym mamy do czynienia i w taki sposób dałam się wkręcić w układanie wyrazów.


Czym jest Piknik Słowo
Piknik Słowo to gra słowna wydana przez APNAX Games. Na markecie znajdziemy jej 4 odsłony językowe – angielską, polską, czeską i węgierską, gdzie każda z nich na ponad milion pobrań. Średnia ocen 4,65 mówi sama za siebie, ludzie pokochali ten tytuł. Za taką ocenę na markecie wielu developerów jest w stanie wydać spore pieniądze na marketing, aby ściągnąć do siebie graczy. APNAX Games wystarczył jednak dobry pomysł na grę, który potrafił sam się obronić.

  


Na czym to polega
Już na samym początku gra zaskakuje nas swoją prostotą i intuicyjnym interfacem. Układanie wyrazów z rozsypanych liter nie ma w sobie nic skomplikowanego, choć nie powiem, zdarzyło mi się zaciąć w rozgrywce. Brak pomysłu na nowy wyraz zawsze skutkował zwiększeniem kreatywności lub frustracją tak wielką, że bez ukończenia poziomu nie byłam w stanie oderwać się od telefonu. Coraz to wyższe poziomy nie odbiegają od siebie zbytnio trudnością, z czasem zwiększa się jedynie liczba wyrazów do odgadnięcia. Rozgrywka jest przemyślana na tyle, że nie wymaga ona od nas bycia omnibusami lub sięgania po encyklopedię, żeby bez większych problemów odgadnąć słowo, którego wymaga od nas gra.


Oprawa graficzna
Grafika w grze jest bardzo barwna. Daleko jej do flat designu czy minimalizmu niczym u gier studia Ketchapp, jednak w kolorowych, przesłodzonych obrazkach kryje się jakiś urok. Mimo to, grafiki nawiązujące do pikniku nie rażą po oczach oraz nie rozpraszają podczas rozgrywki. Wiele osób zanim zacznie grać w jakiś tytuł najpierw sprawdza, czy efekty wizualne mu odpowiadają.Grafiką w „Pikniku” raczej nikt nie powinien być rozczarowany. Nie raz okazywało się, że agresywne animacje sprawiały, że porzucałam jakiś tytuł na szczęście w tej grze nie musimy obawiać się oczopląsu.




Wirtualna waluta
Piknik Słowo jest do pobrania za darmo, jednak wewnątrz znajdziemy, modny ostatnio, system mikropłatności. Nie mając pomysłu na słowo możemy w grze skorzystać z podpowiedzi. Kosztuje ona kilkadziesiąt monet, gdzie monety możemy zyskać przez odgadnięcie danego słowa w wybranym poziomie lub kupić je za realną gotówkę. Zestaw 250 monet, za które dostaniemy w grze 3 podpowiedzi, kosztuje 4,29 zł. Wydaje się to bardzo słabą zachętą do wydania realnej gotówki, skoro na ten moment odpowiedzi do poszczególnych poziomów jesteśmy w stanie odnaleźć bez większego problemu w Internecie.


Reklamy
Pobierając z marketu darmową grę zawsze jestem przygotowana na nachalne reklamy, których wyłączenie graniczy z cudem. „Piknik” pod tym względem bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Nie mówię tu oczywiście o całkowitym braku reklam. Na każdym pulpicie na samym dole znajdziemy pasek reklamy, który jest całkowicie nieinwazyjny. Dodatkowo po przejściu przejściu kilku poziomów pojawi się na ekranie kilkusekundowa reklama, którą po paru sekundach możemy wyłączyć. Jest to dobry kompromis pomiędzy zarobkiem, wymuszeniem na graczu obejrzenia materiału reklamowego, a darmową wersją gry. Nie oszukujmy się, developerzy muszą w jakiś sposób zarobić na tytule, który stworzyli. 
 

Polubiłam gry mobilne bez fabuły

Koncepcja „Pikniku” bardzo mi się spodobała. Jest to łatwa i przyjemna gra, którą możemy przerwać w dowolnym momencie. Przestało mnie dziwić, że ten wypełniacz wolnego czasu znalazł się na szczycie „top listy gier według gPlay”. Mizianie ekranu palcem w celu łączenia liter w wyrazy zdaje się być bardzo relaksujące. Do tego mikropłatności, które nie przeszkadzają w zdobywaniu kolejnych poziomów, nienachalne reklamy i sukces jak widać jest murowany. W prostocie siła! Myślę, że cel developerów został osiągnięty. Gra dotarła do sporego grona odbiorców i grać w nią może każdy, kto posiada smartfona.

Co sądzicie o Słowo Piknik? Macie na swoich telefonach tę grę?
Niezbędne aplikacje mobilne – pewniaki, które zawsze się przydadzą

Niezbędne aplikacje mobilne – pewniaki, które zawsze się przydadzą



Sklepy z aplikacjami na smartfony pękają w szwach. Codziennie do Google Play i AppStore trafiają nowe programy, które ścigają się ze sobą na popularność i ilość pobrań. Jako użytkownicy telefonów powinniśmy być zadowoleni z takiego stanu rzeczy, jednak prawda jest taka, że najczęściej gubimy się w tym pozornym „dobrobycie". 

Wiele apek to niedopracowane produkty, które lubią się zawieszać i wyłączać w najmniej odpowiednim momencie. Podobnie jest z większością pobieranych przez nas gier, które włączamy raz, góra dwa, po czym zapominamy o tym, że zajmują nam cennie miejsce w pamięci naszego urządzenia. 

Dlatego na wzór porządków świątecznych w naszych mieszkaniach, powinniśmy na chwilę przysiąść przed ekranami naszych smartfonów, usunąć z nich zalegające i niechciane programy oraz zaopatrzyć się w zestaw niezbędnych apek, które zawsze warto mieć przy sobie. Gorąco polecam taki zabieg – sama jestem świeżo po świątecznym „odkurzaniu" smarftona J.

Zatem co znalazło się na mojej liście „must have"? Oto mój subiektywny ranking najważniejszych aplikacji, których nie może zabraknąć na moim telefonie:



Aplikacja banku – Moje ING – jest to chyba pierwsza aplikacja, którą instaluję na nowym telefonie. Dostępność do bankowości 24/7 jest dla mnie konieczna. Śledzenie swojego stanu konta, robienie szybkich przelewów, wpłacanie lub wypłacanie z konta oszczędnościowego ostatnich pieniędzy… Dodatkowo możliwość płacenia telefonem jest dla mnie na tyle naturalna, że tym bardziej nie wyobrażam sobie nie posiadać tej aplikacji u siebie.


Mail – Gmail – kolejna aplikacja, z której korzystam prawie każdego dnia. Synchronizacja maila prywatnego i firmowego z komórką jest dla mnie narzędziem niezbędnym do prowadzenia jakichkolwiek pertraktacji. Ciągła synchronizacja maili jest u mnie w tym momencie bardziej naturalna, niż wysyłanie smsów.



Komunikator – Messenger – komunikacja ze znajomymi w moim przypadku odbywa się przez messangera i jest to (subiektywnie) najwygodniejsze źródło przekazywania sobie informacji. Tworzenie zbiorowych konwersacji jest wielkim ułatwieniem, a że internet mobilny mam załączony cały czas, to pakietem danych się nie przejmuję.


Skaner – Skaner Dokumentów – jako, że moje studia wymagają ode mnie ciągłego kserowania tekstów, a lenistwo często bierze górę, to znalazłam rozwiązanie idealne! Mobilny skaner dokumentów, który automatycznie tworzy wersje PDF i przycina krawędzie kartki, to jest to! Aplikacja jest banalnie prosta do korzystania, a skany robione są w świetnej jakości. Czasem te najprostsze pomysły są najlepsze i w tej aplikacji jak najbardziej się to sprawdza.


Zdjęcia – Google Zdjęcia – bardzo długo korzystałam z galerii telefonu do przeglądania i przetrzymywania zdjęć, do momentu, gdy nie straciłam wszystkiego przez zalanie telefonu. Zaczęłam więc korzystać z karty SD. Mimo to ciągłe kopiowanie zdjęć telefon-komputer przestało mnie interesować. Google Zdjęcia okazały się dla mnie apką idealną. Trzymanie zdjęć w chmurze, która sama je segreguje, podpisuje, tworzy kolaże, gify itp.? Póki co mój jeden!


Muzyka – Spotify – muzyka towarzyszy mi wszędzie – samochód, spacer, praca. Mam swoje ulubione kawałki, jednak jeśli ktoś na ich podstawie proponuje mi nowości, to jak tu odmówić? Aplikacja Spotify nie jest co prawda najlepiej zrobioną apką, a o intuicyjności możemy zapomnieć. Mimo to algorytmy wybierające muzykę w moim przypadku spisują się w 100% i już nie raz dzięki nim znalazłam nowy zespół, który okazał się strzałem w 100.


Guilty pleasures:

Zakupy – H&M – Nie na co się oszukiwać. Uwielbiam robić zakupy przez internet, a co dopiero przez aplikacje mobilne. Wiąże się z tym wiele korzyści – np. nie jestem w stanie przejrzeć wszystkich przedmiotów, więc i kwota zakupów jest mniejsza, niż mogła by być :D Mimo to przeglądanie promocji przez aplikację mobilną jest o wiele wygodniejsze, niż nieresponsywna strona oglądana na przeglądarce na telefonie.
 
Rozrywka – Nextbike – Przeprowadzając się do nowego miasta bez własnego roweru strasznie nad tym ubolewałam. Poruszanie się po mieście bez umiejętności prowadzenia samochodu zrobiło się dla mnie jeszcze bardziej uciążliwe. Na pomoc przyszły rowery miejskie i oczywiście specjalnie przygotowana aplikacja, bez której wypożyczenie rowery graniczy z cudem. System jest bardzo prosty do ogarnięcia, dlatego też apka znalazła się w tym zestawieniu.



Gry – Volleyball Championship – No jakaś gra musiała się znaleźć w tym         zestawieniu! Szybki mecz lub cały turniej na nudnym wykładnie, w pociągu, w   kolejce po kawę… Nie jestem największą fanką siatkówki, jednak ta gra maksymalnie mnie wciągnęła. Prosta rozgrywka, łatwa mechanika gry i ta satysfakcja po wygranym meczu!

Pigeon Pop - gra, która powinna zostać usunięta

Czasami wybór gry do recenzji wydaje mi się bardzo prosty, jednak są takie dni, gdzie spośród sporej ilości tytułów ściągam to, co ma najlep...

Copyright © 2014 Apps that will addict you! , Blogger